Mit: Jeśli podpiszę akt o poddaniu się egzekucji u notariusza i dostarczę oświadczenie o adresie zastępczym, wynajmujący zyska władzę absolutną. Będzie mógł wystawić mnie z walizkami za drzwi z dnia na dzień, po prostu dlatego, że zmienił zdanie lub znalazł najemców, którzy zapłacą więcej.
Prawda: To jeden z największych strachów najemców, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Akt notarialny to nie jest „przycisk natychmiastowej eksmisji”, lecz ostateczność.
Po pierwsze, każda eksmisja musi odbywać się ściśle według zasad opisanych w umowie najmu okazjonalnego oraz w oparciu o Ustawę o ochronie praw lokatorów. Właściciel nie może przyjść i powiedzieć: „Jutro się wyprowadzasz”. Jeśli nie łamiesz warunków, umowę można rozwiązać wyłącznie poprzez oficjalne, pisemne wypowiedzenie z zachowaniem odpowiedniego terminu (zazwyczaj 1–3 miesiące). Nawet jeśli przestałeś płacić, właściciel ma obowiązek najpierw wysłać pisemne wezwanie do zapłaty i wyznaczyć dodatkowy termin na uregulowanie długu.
Po drugie, warto zrozumieć logikę rynku. Żaden rozsądny wynajmujący nie chce wyrzucać lokatorów. Idealny scenariusz dla właściciela to wynajęcie mieszkania rzetelnym ludziom, którzy będą regularnie płacić i spokojnie mieszkać przez długie lata. Nikt nie planuje wynająć lokalu, wyrzucić lokatora po miesiącu i od nowa tracić czasu, pieniędzy i nerwów na szukanie nowych chętnych. Puste mieszkanie to zawsze strata finansowa.
Adres zastępczy i notariusz są potrzebne właścicielowi wyłącznie jako „koło ratunkowe” na wypadek skrajnie problematycznych sytuacji (gdy lokator dewastuje mieszkanie lub miesiącami nie płaci i odmawia wyprowadzki), a nie jako narzędzie do codziennego szantażu.
👉 Przeczytaj więcej o tym, jak prawo balansuje interesy obu stron:
Najem okazjonalny — co to jest i na czym polega? →